Był maj 1981 r. – zamach na Papieża

Życiu ludzkiemu towarzyszą chwile radosne i smutne, pełne cierpienia i trwogi. Było to też udziałem ojca świętego Jana Pawła II.

Świat się zadziwił, Polska zdumiała, gdy w październiku 1978 roku o godzinie 1844 kardynał Felici obwieścił z loggii Bazyliki św. Piotra, że Rzym i świat ma nowego biskupa „Najdostojniejszego i Najprzewielebniejszego Pana świętego Kościoła Rzymskiego Kardynała Karola Wojtyłę, który wybrał sobie imię Jan Paweł II”. Pierwszy z rodu Polaków na Stolicy Piotrowej „z dalekiego kraju” jak sam o sobie powiedział na inauguracji pontyfikatu i pierwszy od 1522 r. nie Włoch został następcą św. Piotra. Był przedstawicielem krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Krajów objętych doktryną systemu komunistycznego, którego jednym z celów działania była walka z Kościołem i dążenie do ateizacji społeczeństwa. Po wyborze kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w Polsce trwał karnawał radości. Ludzie wybiegali na ulicę rozpowiadając tę oszałamiającą i radosną wiadomość, śpiewali, gratulowali sobie nawzajem, w kościołach trwała modlitwa dziękczynna za ten wybór. Polacy stali się dumni, jakby narodzili się na nowo.

W Warszawie zaś pod gmachem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zjeżdżali się sekretarze partii. Wiedzieli, że Wojtyła jest dla nich jeszcze trudniejszym przeciwnikiem, niż kardynał Wyszyński. Po naradzie sekretarz Komitetu Centralnego Stefan Olszowski powiedział: „Ten Wojtyła da nam teraz do wiwatu”. Nowy papież zamierzał kruszyć mury XX wieku z pomocą swej patronki, której imię (litera M – od Maryi) umieścił w swoim herbie papieskim. Papież rozpoczął swój pontyfikat jako duszpasterz, jako czciciel Maryi, niosąc światu przesłanie miłości, chrystusowego pokoju, pragnąc by młodzi otworzyli się na Stworzyciela.

Dla ekipy rządzącej Polską w tym czasie problem przyjazdu do Polski (były kłopoty z otrzymaniem wyjazdu na Zachód) był trudnym, gdyż narastał kryzys gospodarczy i obawiano się wybuchu społecznego niezadowolenia. Trwały w tej sprawie rozmowy z Moskwą. Kreml z niepokojem obserwował zachowanie i słowa nowego papieża, który pragnął budzić wiarę i godność narodów poddanej po II wojnie światowej komunistom Europy Środkowo -Wschodniej i Wschodniej.

Pierwsza wizyta papieża w Polsce w czerwcu 1979 r. „otworzyła drzwi” do Europy Wschodniej. Ludzie nabrali odwagi, bożej mocy, poczuli swoją godność. Jej owocem było powstanie „Solidarności” w sierpniu 1980 r. Jednak początkiem grudnia 1980 r. zawisła nad Polską groźba zbrojnej interwencji ze strony Związku Radzieckiego. Jan Paweł II napisał w tej sprawie osobisty list do radzieckiego przywódcy Leonida Breżniewa (16.12.1980 r.). Poszlaki wskazują, że Kreml postanowił się rozprawić z papieżem. Od 13 listopada 1979 r. w Moskwie oraz w krajach komunistycznych „bratnie partie” na całym świecie działały dyskredytując „Politykę Watykanu” przez wykazywanie opinii światowej jak niebezpieczne jest przywództwo nowego papieża. 13 maja 1981 r., gdy papież rozpoczął o godzinie 17 swoją cotygodniową środową audiencję generalną na Placu św. Piotra objeżdżając w otwartym samochodzie plac i sektory o 1713 rozległy się strzały. Gołębie poderwały się z szumem do lotu. Ludzie przed chwilą radośni stali oniemiali. Jadący z papieżem sekretarz ks. Stanisław Dziwisz zobaczył, że Ojciec św. Został trafiony. Zapytał: „Gdzie?” Jan Paweł II odpowiedział: „W brzuch” i osunął się na jego ręce i powtarzał: „Maryjo, Matko moja, Maryjo, Matko moja”. Sekretarz podjął natychmiastową decyzję by przewieźć Ojca św. Do Kliniki Gemelli. Po ośmiu minutach, mimo wielkiego ruchu (w godzinach szczytu trzeba 20 minut) i zacięcia się syreny w karetce ta odległość została pokonana bez trudu, ale papież był już nieprzytomny. Operacja trwała 5 godzin i miała dramatyczny przebieg. Papież stracił 3 litry krwi.

Turecki terrorysta, zamachowiec szkolony w Syrii Ali Agca strzelał by zabić, lecz Ojciec św. był pod szczególną opieką Maryi. Jan Paweł II zdał sobie sprawę ze zbieżności dwóch wydarzeń.

Pierwsze, które miało miejsce 64 lata temu, 13 maja 1917 roku o godzinie 1717, gdy Maryja objawiła się trojgu pastuszkom w portugalskiej Fatimie i drugie, również o tej samej porze, gdy świat zamarł z przerażenia. Każdy doznał ściśnięcia w sercu na wieść o tym wydarzeniu. Łzy, niepokój o jego zdrowie i modlitewny szturm do nieba objęły cały świat. Grupa pielgrzymów z Polski miała na Placu kopię Jasnogórskiego obrazu. Został on postawiony na papieskim fotelu i odmawiano Różaniec do czasu, aż dotarły wiadomości o stanie zdrowia papieża.

Pierwsza kula przeszyła okrężnicę, raniąc w kilku miejscach jelito cienkie, rozszarpała brzuch, przebiła ciało na wylot wypadając na podłogę samochodu. Druga otarła się o prawy łokieć, złamała palec wskazujący lewej ręki i raniła dwie amerykanki. Pierwsza kula minęła tętnicę główną o milimetry oraz kręgosłup i połączenia nerwowe. Przy przetaczaniu krwi został zarażony cytomegalovirusem z powodu którego po raz drugi przebywał w szpitalu i był poddany operacji.

Znamienne są słowa, które wypowiedział papież po tym zdarzeniu: „Czyjaś ręka strzelała, ale inna prowadziła kule”. Tę właśnie kulę, która go przeszyła ofiarował Matce Bożej w Fatimie, jako wotum za ocalenie życia. Umieszczona została w Jej koronie.

Oprócz swojego cierpienia fizycznego Jan Paweł II przeżywał cierpienie związane z chorobą kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W ostatniej telefonicznej rozmowie 25 V 1981 roku kardynał wyznał: „Połączyło nas cierpienie, ale Ojciec św. jest uratowany. Módlmy się za siebie nawzajem. Miedzy nami jest Matka Najświętsza (…) Cała nadzieja w Niej (…)” A potem „ Ojcze Święty, pobłogosław mnie”. Papież nie chciał wymówić tych słów, bo dobrze wiedział, że to ostatnie pożegnanie. „Tak, tak, błogosławię twoje usta, twoje dłonie”. Prymas zmarł 28 maja 1981 r., gdy Jan Paweł II był jeszcze w szpitalu.

Zło nie poddało się łatwo. W rok później w Felimie podczas nabożeństwa doszło do drugiej próby zamachu na papieża. W 1995r. w Manili na Filipinach w domu nuncjatury, gdzie papież miał się zatrzymać odkryto skład materiałów wybuchowych. W 1997 r. w Sarajewie pod mostem, którym miał przejeżdżać papież znaleziono bombę.

Ból, cierpienie, które towarzyszyło mu do ostatniej chwili życia przyjął jako krzyż, który stanowi dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka. Doświadczenie Bożego Miłosierdzia uchroniło go przed przedwczesną śmiercią dla dobra całego świata.

Od tamtych dni minęło 35 lat. Jako świadectwo brzmią słowa papieża wypowiedziane 7 X 1981 r.: „Na nowo stałem się dłużnikiem Najświętszej Maryi Panny (…) We wszystkim co wydarzyło się tego właśnie dnia odczułem tą nadzwyczajną troskę i opiekę matczyną, która okazała się silniejsza niż śmiercionośna kula”.

Po powrocie do zdrowia i zapoznaniu się z III częścią orędzia fatimskiego odpowiadając na wezwanie Fatimskiej Pani Ojciec św. zawierzył świat Jej Niepokalanemu Sercu, beatyfikował dzieci fatimskie- Hiacyntę i Franciszka oraz zawierzył Matce Bożej trzecie Milenium Chrześcijaństwa.

Opracowała Mieczysława Sokołowska


Stowarzyszenie Rodzin Katolickich w Ropczycach > Miesięcznik "Wspólnota" > Nr 5/2016