Wspomnienie o śp. Julii Sokołowskiej

Fragment homilii pogrzebowej abpa Janusza Bolonka z dnia 17.02.2016r.

Przede wszystkim chcę serdecznie podziękować Rodzinie Sokołowskich za to, że zechcieli mnie powiadomić o śmierci ś.p. Julii Sokołowskiej. Moja rodzina wyraża szczere współczucie wszystkim osobom, które ta śmierć napełniła smutkiem i osieroceniem. Odejście ojca i matki jest dla nas wszystkich największą stratą, choć pozostaje z nami świetlana pamięć rodzicielskiej miłości, troski i oddania. Moja przyjaźń z Rodziną Sokołowskich sięga pierwszych lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia, gdy z księdzem Antonim Sokołowskim byliśmy czynnie zaangażowani w dzieło ewangelizacji na Wybrzeżu Kości Słoniowej w Afryce.

Zawsze mile wspominam każde spotkanie w gronie tej Rodziny tu w Ropczycach i w Proszowicach. Rodziny naprawdę kochającej się, w której trzy pokolenia były i są silnie ze sobą związane. Toteż w duchu braterskiej przyjaźni przyjąłem prośbę Rodziny, abym przewodniczył Najświętszej Ofierze Eucharystii w intencjach zmarłej Mamy i Babci Julii, która poprzedziła nas ze znakiem wiary do wieczności. Gorąco prosimy Trójjedynego Boga, by ją wprowadził na ucztę niebieską, aby mogła się wpatrywać na wieki w miłosierne Oblicze Stwórcy i Zbawiciela.

Świętej pamięci Julia miała czworo dzieci, ale serce jedno, pełne miłości, tej samej matczynej miłości do każdego z dzieci. Matka znaczy miłość. Niemiecki malarz i grafik Dürer swoją matkę staruszkę namalował jako piękną i młodą kobietę, a na uwagi, że matka jest starowinką, odrzekł, że nie namalował jej wyglądu, lecz jej miłość. Istotnie, prawdziwa miłość jest zawsze urzekająca i święta, po prostu boska i czarująca. W uroczystość Wszystkich Świętych czcimy świętych – zarówno kanonizowanych, jak i niekanonizowanych.

Ileż wśród nich naszych świętych matek! W życiu bohaterów narodowych, zwycięskich wodzów, sprawiedliwych władców, wielkich twórców, wynalazców i wielkich świętych, bardzo często na pierwszym miejscu była matka. Tą, która kształtowała tych sławnych ludzi od maleńkości, która zapaliła w ich sercach płomień wielkości, była ich matka.

A matka kapłana, którego Chrystus obdarzył godnością najwyższą, jaką mężczyzna może osiągnąć na tej ziemi? Zwłaszcza matka kapłana – misjonarza, który od wielu lat i daleko od ojczystego kraju boryka się na co dzień z klimatem tropikalnym oraz trudnymi warunkami zdrowotnymi i materialnymi. Matka misjonarza jest cała zatroskana o zdrowie i życie syna oraz powodzenie jego misji. Z trwogą oczekuje wiadomości od niego. Nieustannie trwa na modlitwie o jak najlepsze owoce kapłańskiej służby. Jakże wielki jest ten dar matczynego serca przed Bogiem i ludźmi! O tym mógłby najlepiej zaświadczyć syn Antoni, który przez 20 lat pracował jako misjonarz na Wybrzeżu Kości Słoniowej w Afryce Zachodniej.

Drodzy bracia i siostry,
Przyjęliśmy dzisiaj Słowo Boże z ust apostołów Jana i Pawła. Wprowadza nas ono w tajemnicę wieczności, która zaczyna się już tu na ziemi i osiąga swą pełnię w niebie. Aby możliwie dobrze zrozumieć wieczność, trzeba nam odwołać się do porównań wziętych z codziennego życia doczesnego, jak namiot, odzienie, dom mieszkalny i osobne dla każdego miejsce w tym domu (2Kor 5,1. 6-10 i J14, 1-6). Przede wszystkim wierzymy, że nasze życie ludzkie jest ukierunkowane na Boga. Gdy nasze śmiertelne ciało przywdzieje strój chwały, znajdziemy się blisko Pana Boga, będziemy mieszkać w mieszkaniu nieba w ciele niebiańskim, nieśmiertelnym. Ciało ziemskie, które jest mieszkaniem duszy, przemieni się w ciało chwalebne, duchowe. Z woli Bożej stanie się ono nowym mieszkaniem duszy nieśmiertelnej. Ciało ziemskie, ukształtowane z pierwiastków właściwych ziemi, jest jak namiot, który można zwinąć i który podlega zniszczeniu. Natomiast mieszkanie niebiańskie, będące dziełem Boga, jest nieśmiertelne i wieczne, nie ulegnie zniszczeniu.

Ów nowy sposób przebywania w obecności Boga będzie nagrodą dla każdego, kto na tej ziemi podążając wiernie za Chrystusem, czynił dobro żyjąc dla drugich. W momencie naszej śmierci Chrystus Sędzia zadecyduje o tym, kto wejdzie do ojczyzny zmartwychwstałego Pana, czyli nieba, gdzie obcowanie z Trójjedynym Bogiem nigdy się nie skończy. Pisząc do wiernych w Koryncie o tajemnicy wieczności, Paweł pragnął umocnić ich nadzieję na życie wieczne. Podobnie w Ewangelii Janowej Pan Jezus krzepi serca apostołów, których wkrótce opuści, obietnicą obcowania z nimi w Królestwie Bożym. Równocześnie mocno podkreśla, że najważniejszą rzeczą dla człowieka na tym świecie jest wiara w Jezusa Chrystusa jako umiłowanego Syna Ojca niebieskiego. Syn jest jedyną pewną drogą, która prowadzi do domu Ojca.

Dom Ojca jest zarazem domem Syna. W tym domu Bożym każdy z nas może mieć swoje mieszkanie i to mieszkanie przestronne i miłe. Co więcej, sam Chrystus przygotowuje mieszkańców do tego domu, bo tak na ziemi, jak i w niebie Chrystus żyje dla nas i dla naszego zbawienia. Nieustannie wspomaga nas swą łaską, abyśmy byli godni nieba. Kto zamieszkał w domu Ojca, ten żyje w komunii z Trójosobowym Bogiem, uczestnicząc w Jego miłości, chwale i nieśmiertelności. Na tym właśnie polega szczęście wieczne, że człowiek posiada Boga na zawsze.


Stowarzyszenie Rodzin Katolickich w Ropczycach > Miesięcznik "Wspólnota" > Nr 4/2016