Kartka z kalendarza - św. Stanisław Kostka

Czym jest świętość? Czy żyją dziś święci? Czy świętość jest potrzebna komuś? Czy postacie święte sprzed wieków są potrzebne?

Jeśli przyjmiemy definicję świętości jako bezgrzeszności, to faktycznie świętość nie jest możliwa do osiągnięcia tu i teraz. Jeśli przyjmiemy, że świętym trzeba się urodzić, albo świętych Bóg z góry wybiera i przeznacza, to się takimi nie urodziliśmy i nie zostaliśmy wyznaczeni. To są błędne założenia dotyczące świętości. Świętym może, a nawet powinien być każdy chrześcijanin, bo do tego zostaje zaproszony przez Boga Stwórcę każdy, tak jak Stanisław Kostka. On to zaproszenie przyjął i na nie odpowiedział, wystarczyło tylko 18 lat. Święty to człowiek ze swoimi wadami, słabościami, który wytrwale podąża za Chrystusem, miłując Boga i po drodze innych ludzi.

A teraz kilka wspomnień z życiorysu świętego Stanisława Kostki:

Św. Stanisław Kostka urodził się w grudniu 1550 r. w Rostkowie. Ochrzczony został w kościele parafialnym św. Wojciecha w Przasnyszu. Rodzice jego - Jan Kostka, kasztelan zakroczymski i Małgorzata z Kryskich, pochodząca z Drobina koło Płocka – byli bardzo religijni. Miał czworo rodzeństwa: trzech braci - Pawła, Wojciecha i Mikołaja oraz siostrę Annę. Bracia - Wojciech i Mikołaj zmarli w dzieciństwie. Stanisław, od najwcześniejszych lat, wzrastał w religijnej atmosferze rodzinnego domu, o której pisze jego brat Paweł: „Rodzice postępowali z nami surowo i przyzwyczajali do modlitwy i uczciwości. Wszyscy nas upominali i brali udział w naszym wychowaniu, wszystkich czciliśmy, przez wszystkich byliśmy kochani”.

Św. Stanisławowi Kostce przypisuje się zwycięstwo Polski odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 r. W tym dniu Oborski, jezuita, widział św. Stanisława na obłokach, jak błagał Matkę Bożą o pomoc. W ikonografii św. Stanisław Kostka przedstawiany jest w stroju jezuity. Jego atrybutami są: anioł podający mu Komunię, Dziecię Jezus na ręku, krucyfiks, laska pielgrzymia, lilia, Madonna, różaniec.

Współczesny znawca postaci św. Stanisława Kostki - ks. Janusz Cegłowski zastanawiał się przy jego grobie w Rzymie:

„Czy dzisiaj, po kilku wiekach od śmierci, może on być światłem, wskazówką, ostoją w poszukiwaniach, wątpliwościach, zagubieniach czy decyzjach współczesnej młodzieży... Przez tyle lat wydawało mi się, że Stanisław Kostka to przeszłość, to historia Kościoła. Myślałem sobie: Co ma dzisiaj do zaproponowania ten odległy patron młodych, chłopak z XVI stulecia - młodzieży początku XXI wieku, młodzieży nasyconej kulturą absurdu, konsumpcji, seksu i zmysłów; kulturą utraty sensu i wyśmiewanej wiary; kulturą brutalności, przemocy i braku szacunku wobec drugiego człowieka; kulturą niewiary w miłość, w Ojczyznę, w tradycję; kulturą rozpadających się rodzin i przyjaźni; kulturą samotności i rozpaczy, która wyciąga rękę po narkotyk, alkohol lub samobójstwo, i kulturą przerażającej pustki”.

W swojej książce zatytułowanej „Święty Stanisław Kostka” ks. Janusz Cegłowski tak pięknie pisze o naszym Patronie:

„Nie dał się zwieść mirażowi kariery, bogatego i wygodnego życia, przyszłości zabezpieczonej majątkiem rodziców. Miał odwagę przeciwstawić się panującym modom na życie. Nie chciał tylko wypełniać żołądka, imponować strojami, uczynić z życia jednej wielkiej rozrywki. Niesamowicie szybko zrozumiał te wszystkie złudzenia, za którymi często biegniemy, przeskoczył je, odkrył głębię, którą każdy z nas posiada, a która często przez całe życie jest w stanie uśpienia. Miał swoją klasę, styl. Był silną osobowością. Umiał przeciwstawić się naciskom grupy, być sobą, być wolnym. Jest to szalenie trudne, zwłaszcza w młodzieńczym wieku. Żył z pasją. To siła zakochania.

To nie był młodzieniaszek, który nie wie, po co żyje, jest znudzony i apatyczny, żądający od innych, a nie dający nic z siebie. Swą porywającą miłość młodzieńczą skierował do Boga. Nie miał czasu na eksperymenty w poszukiwaniu szczęścia. On wiedział, że ten świat nie zaspokoi jego tęsknot, że prędzej czy później poczułby się oszukany lub zawiedziony. Uwierzył w miłość Boga do niego i całym sobą Bogu odpowiedział. Miał pewnie świadomość, że charakter - to nie tylko sprawa dziedziczenia cech po przodkach, nie tylko wpływ środowiska, ale to również praca nad jego kształtowaniem. Stawać się dojrzałym człowiekiem - to podjąć trud rozwoju. Nie był mięczakiem, który mówi: taki już jestem, a zło usprawiedliwia słabością, obwinia innych, oskarża warunki, historię... Był czujnym ogrodnikiem wyrywającym chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce. Młodość dla niego to była świadomość możliwości cudownego wzrostu, to rozpoznanie rzeźby, która ma się wyłonić ze wspaniałej bryły marmuru, to decyzja na to, komu zaufam i kto będzie moim Mistrzem. A jeśli zajdzie potrzeba, to post i modlitwa...”

Święci zatem chodzą po naszych ulicach, noszą ubrania „ uszyte z codzienności”. Starają się wszystko robić jakby trochę inaczej, jakby „pod prąd”. Wcale nie trzeba wiele, aby świętym zostać. Współczesny świat, trochę zapomniał o świętych, a podziwia celebrytów, którym niekoniecznie po drodze z Panem Bogiem. Autograf od gwiazdy, albo sweet focia jest jak „relikwia świętego”. Czas aby się przebudzić i szukać prawdziwych wzorców, autorytetów, którzy mogą zaproponować coś więcej niż lansuje współczesny świat. Zapraszamy do refleksji nad życiorysami świętych, nad naśladowaniem ich ziemskiej wędrówki, codziennej pracy i wierności obowiązkom. Na zakończenie proponujemy piosenkę zespołu Arka Noego pt. „Taki duży, taki mały….”

Julia Niewiarowska
Katarzyna Depowska
Klaudia Chebda


Stowarzyszenie Rodzin Katolickich w Ropczycach > Miesięcznik "Wspólnota" > Nr 9/2015