Glosa do wspomnień o śp. Michale Siewierskim

(w setną rocznicę urodzin)

O śp. Michale Siewierskim ukazało się wiele wspomnień z racji różnych okazji. Ich rejestr zawiera bibliografia, znajdująca się na końcu mojego albumu wspomnień, zatytułowanym: „Michał Siewierski Kapłan i Wychowawca z powołania” (Wydawnictwo i Drukarnia Diecezji Rzeszowskiej BONUS LIBER w Rzeszowie 2010).

Dlaczego tyle tych wspomnień? Bo ich bohater wciąż żyje w pamięci i sercach tych, z którymi się spotkał, wyciskając niezatarte piętno na jej życiu…

Do jubileuszowych, żywych jeszcze wspomnień chciałbym dorzucić takie, których wcześniej nie publikowano. Z ks. Michałem Siewierskim zetknąłem się na początku roku szkolnego 1946/47 w Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym w Ropczycach. I przez wszystkie lata pobytu w tej Szkole byłem pod Jego wychowawczym wpływem.

A jaki był początek tego przymierza? Zaczęło się od Maryi, której szczególnym Czcicielem był właśnie ks. Michał. Z pierwszej monografii, napisanej przez kolegę seminaryjnego ks. Jana Marszałka („ Ks. Michał Siewierski, Sylwetka duchowa na tle życia i działalności”, Tarnów 1984) dowiadujemy się, że w 1944 r., w drugim roku pobytu ks. Michała w Ropczycach zdarzył się wypadek, który głęboko przeżył ów młody jeszcze ks. Michał. Na dzisiejszej ulicy Wyszyńskiego ukrywał się Żyd w stodole jednego z gospodarzy. Ktoś doniósł o tym gestapo.

Nastąpiły represje po domach. Niemcy wydali ultimatum. Jeżeli mieszkańcy nie wydadzą Żyda, wówczas co dziesiąty mieszkaniec zostanie rozstrzelany. Tę noc ks. Michał przemodlił w Kościółku Najświętszej Maryi Panny w Ropczycach. Żarliwą modlitwą uprosił ocalenie niewiadomo ilu ludzi. Uciekającego Żyda dosięgła hitlerowska kula.

Dlaczego o tym fakcie wspominam? Bo w tym czasie w moim domu rodzinnym położonym 14 km od Ropczyc miało miejsce takie zdarzenie. W piwnicy ukrył się przed Niemcami, poszukującymi partyzantów, mój ojciec. Został przez Niemców wywleczony. Przystawiono mu do głowy rewolwer. Płaczące moje rodzeństwo ze zrozpaczoną matką otoczyły ojca ramionami i modlitewnym wołaniem… Szlochały, błagając o życie dla ojca. Niemcy, o dziwo, odstąpili od swych zabójczych zamiarów. Dlaczego? Czym to wytłumaczyć? Ta scena niejednokrotnie staje mi przed oczyma… Stąd ta glosa dodana do wcześniejszych wspomnień…

Julian Kania


Stowarzyszenie Rodzin Katolickich w Ropczycach > Miesięcznik "Wspólnota" > Nr 4/2015