Ojciec Andrzej

Rodak z parafii św. Barbary - dominikanin.

Dominikanie nazywani są zakonem kaznodziejskim. Czy w obecnych czasach pozostali nadal wierni tej formie duszpasterstwa?

Dominikanie zostali powołani to tego, aby głosić Słowo Boże i pomagać w tej misji biskupom. Święty Dominik chodził od wioski do wioski, od miasta do miasta i głosił Słowo Boże. Obecnie nasza posługa wygląda trochę inaczej, natomiast, to czym w szczególny sposób się zajmujemy, to wciąż głoszenie Słowa. Mamy klasztory, zazwyczaj w większych miastach, tam, gdzie są ośrodki akademickie, zajmujemy się formacją studentów i uczniów szkół średnich, także prowadzimy duszpasterstwa. Bardzo ważnym działaniem jest też działalność wydawnicza; wydawnictwo "W drodze" czy miesięcznik "W drodze". Często też prowadzimy rekolekcje dla różnego typu grup w całej Polsce, także większe dzieła, jak spotkania młodzieży, np. spotkania w Lednicy.

Jak mi wiadomo Ojciec interesuje się kulturą i religiami Dalekiego Wschodu. Czy są już jakieś doświadczenia, obserwacje z tych terenów.

Muszę przyznać, że Daleki Wschód fascynuje mnie już od długiego czasu. Dwa i pół roku temu byłem w Chinach przez cztery tygodnie i przyglądałem się, jak wygląda praca Kościoła, i jak funkcjonują wspólnoty chrześcijańskie. Kościół, chociaż jest tam bardzo mały liczebnie, bo stanowi tylko jeden procent chińskiego społeczeństwa, rozwija się dosyć prężnie. Są pełne seminaria, spotkałem się z siostrami zakonnymi, w kościołach jest bardzo dużo osób. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że jeśli chodzi o Chiny, najczęściej przyjęto tam taką zasadę, że oni sami zajmują się swoim Kościołem, swoimi potrzebami. Każdy, kto nie jest Chińczykiem, nie może prowadzić duszpasterskiej pracy czy założyć wspólnoty. Zawsze tam możemy zaglądać, przyjeżdżać, dzielić się swoimi doświadczeniami, rozmawiać i też uczyć się od nich. Wygląda to nieco inaczej niż tradycyjne dzieła misyjne.

Czy można powiedzieć, że obcokrajowcy są niemile widziani, a ich obecność jest traktowana jako ingerencja w ich sprawy?

Może nie ingerencja, ale Chiny, jak sama nazwa mówi, to państwo środka, oni są w środku świata, oni są jakby najważniejsi, są zresztą u siebie, mają najwspanialszą kulturę. Wszyscy inni mogą ewentualnie jakieś interesy z nimi prowadzić albo w czymś pomagać, natomiast to w zasadzie oni sami chcą się zajmować swoimi sprawami.

Jak reagują przełożeni na zainteresowania Ojca krajami Dalekiego Wschodu?

To jest dobre pytanie, ponieważ każdemu przełożonemu zależy na tym, żeby miał jak najwięcej ludzi, którzy mogą pracować. Jeśli chodzi o przełożonych, nie mają nic przeciwko moim zainteresowaniom i fascynacją. Jednocześnie jednak wyrażają smutek, że gdybym pojechał na Wschód, to będzie mnie tutaj brakowało. Ale nie ma przeszkód, zresztą składałem moje śluby zakonne na ręce Generała Zakonu, jemu ślubowałem posłuszeństwo, więc pojadę tam, gdzie są największe potrzeby.

Czy w tej chwili na Dalekim Wschodzie pracują dominikanie?

Dominikanie pracują w różnych stronach świata. Bardzo wielu pracuje w Japonii. Obecnie, jeśli się nie mylę, sześciu Polaków. Są też w Australii, na Filipinach, w Wietnamie, Korei, praktycznie w każdym państwie. Jest także dominikański wikariat na Tajwanie.

Czy Ojciec może powiedzieć, jak wygląda praca dominikanów na tamtych terenach?

Pracują tam na dwóch frontach. Rozmawiałem miesiąc temu z ojcem Pawłem, który jest proboszczem w Tokio. Z jednej strony jest to praca parafialna; parafie japońskie są bardzo małe, liczą zazwyczaj kilkadziesiąt osób. Praca parafialna to formacja ludzi i posługa sakramentalna. Druga część pracy to praca akademicka, czyli wykładanie na uniwersytecie, np.: można wykładać historię Kościoła, teologię czy filozofię. Ważna i niebagatelna jest posługa kapelana wobec wspólnoty zakonnej, wobec sióstr zakonnych, które są bardzo liczne na Dalekim Wschodzie.

Co jeszcze ważnego chciałby Ojciec przekazać czytelnikom Wspólnoty Królowej Rodzin?

Moja wizyta w Chinach pokazała mi powszechność Kościoła. To, co mamy tutaj u nas w Polsce, jest tylko częścią wielkiej układanki. W innych państwach Kościół wygląda zupełnie inaczej, w niektórych państwach jest małą garstką, wielu jest prześladowanych. Często nie wiemy, jakie wielkie skarby mamy tutaj, jakiego wielkiego dobra jesteśmy świadkami. U nas Kościół cieszy się wolnością. To, że tylu ludzi jest wierzących, jest powodem do wdzięczności. Musimy jednak pamiętać, że w Afryce nasi bracia cierpią głód i że często się zdarza tak, iż misjonarze nie mają pieniędzy na podstawowe rzeczy, nie mogą prowadzić szkoły, bo nie mają długopisów, zeszytów. To jest wezwanie do solidarności, do modlitwy za ludzi często mieszkających daleko, mających podobne problemy do naszych i wezwanie do pomagania tym dziełom.

Czyli taki wyjazd pomaga spojrzeć inaczej na powszechność Kościoła i problemy ludzi?

Ta powszechność Kościoła staje się niemal namacalna. Kościół jest powołany ze wszystkich narodów i ze wszystkich ludów.

Z ojcem Andrzejem Wójcikiem rozmawiał Stanisław Sałek.


Stowarzyszenie Rodzin Katolickich w Ropczycach > Miesięcznik "Wspólnota" > Nr 7/2002